66 Turniej Czterech Skoczni...

....Czyli presja, presja i jeszcze raz presja. Za nami już pierwszy konkurs w Oberstdorfie. Pogoda nie okazała swej łaskawości, kręcąc wiatrem na prawo i lewo, ukazując swoją potęgę. FIS nie może zaplanować całego konkursu od A do Z. Już dobrze koniec gadki o pogodzie.
Każdy z nas bardzo wierzy w zwycięstwo swojego ulubione zawodnika, bądź w najlepszego ze stawi. Nic bardziej mylnego. Turniej Czterech Skoczni ma w sobie to coś. Tą magię i niepowtarzalność. Trwający od 1953 roku nie przestał i nie przestanie zaskakiwać swoich widzów.
Dzisiejszy konkurs był loterią. Dla niektórych mniej lub bardziej szczęśliwą. Zawodnicy z czołówki pucharu świata odpadali już w pierwszej serii która była rozgrywana w tak zwanym systemie KO. System KO to nic innego jak skoki w parze, jeden z dwójki zawodników który oddał lepszy skok przechodzi dalej. Co z drugim zawodnikiem? Czeka czy dostanie się do piątki szczęśliwców czy zakończy swój występ na pierwszej serii. Takimi nieszczęśnikami okazało się dzisiaj wielu dobrych zawodników, między innymi Noriaki Kasai, Peter Prevc czy Andreas Stjernen.
Presja ciążąca na zawodnika nie jest mała, a obstawianie faworyta nie jest ani proste ani przyjemne.
"Czarne konie" obstawiane przez dziennikarzy i specjalistów przeważnie nie przynosi żadnego skutku. Wielki faworyt 65. TCS Daniel Andre Tande skończył na najniższym stopniu podium. Co dowodzi temu, że trzeba oddać 8 bardzo dobrych skoków aby wygrać. Ale żeby znaleźć się w konkursie trzeba przejść przez kwalifikacje, które od tego sezonu są obowiązkowe dla wszystkich bez wyjątku. Ironia losu...
Presja nie pokrzyżowała planów biało-czerwonych. No przynajmniej niektórym. Doskonale spisał się Stefan Hula, który udowodnił, że tytuł Mistrza Polski nie wziął się z przypadku. Wytrzymał próbę presji, czym uplasował sie na piątej pozycji. Największym spokojem okazał się Dawid Kubacki, który po pierwszej serii znajdował się na trzeciej pozycji, do samego końca utrzymał ją. Nasz as kadry Kamil Stoch pokazał się z bardzo dobrej strony, oddając najdłuższy skok całego konkursu. Dzięki doskonałej dyspozycji polaków mogliśmy podziwiać cudowne rozpoczęcie 66 Turnieju Czterech Skoczni. Dwóch orzełków na najwyższym i najniższym stopniu podium, które rozdzielał pewien sympatyczny niemiecki wąsacz Richard Freitag.
Co nam pozostaje? Trzymać kciuki i dmuchać swoim ulubieńcom pod narty. A nóż widelec wygrają.

Komentarze